Powszednia niemoralność fajnych kolesi

Jednego dnia denuncjacja Januszy z “Gazety Wyborczej” i “Krytyki Politycznej”, drugiego dnia Jakubiak straszy sądem moją byłą redakcyjną koleżankę za to, że wypomniała mu obleśną propozycję wspólnego wyjścia do ubikacji, a trzeciego dnia przypadkowy pasażer komunikacji miejskiej dostaje oklep za czytanie tej pierwszej. I tak domyka się okrągła układanka czegoś, co w Polsce zastępuje politykę.

Czy ten upiór sobie kiedyś pójdzie? Może, ale jeśli w ogóle, to nieprędko. Całe polskie życie publiczne już dawno temu przekształciło się w najgorszy sort pornografii. Nigdy nie było specjalnie dobrze, ale od czasu słynnego 10 kwietnia mamy już istny festiwal perwersji. Polityczna nekrofilia poganiana kultem jednostki zazamachowanego na śmierć Kaczyńskiego, schadzki na cmentarzu, ośmiorniczki i “robienie laski Amerykanom”, żona Marcina P. zapłodniona przez strażnika więziennego, ero-toaletowa nonszalancja posła-piwowara, Sklepowicz z jego refleksjami o ruchaniu, aż po Wybieralskiego, który wprawdzie molestował, ale przeprasza oraz Dymka, który nie przeprasza.

Jak zwykle u nas najohydniejszy nawet czyn czy wypowiedź tym różnią się od reakcji na nie, że te drugie są niemal zawsze wielokrotnie bardziej idiotyczne. Tak było i w przypadku obu dżentelmenów. Nie ma większego sensu opisywanie kisnącej z wesołości prawicy internetowej, bo “lewaki gwałcą”, ale niesmak pozostaje też po wygłupach innych grup.

Najbardziej żenujące jest chyba dojmujące zdumienie, jakie ogarnęło zawodowych obywateli oraz niemałą część lewicy. Rozliczni eksponenci tych środowisk publicznie zachodzili w głowę jak coś takiego mogło się wydarzyć i jak to możliwe, że przyczyną ich nagłej rozterki stali się właśnie dwaj dostojnicy z ośrodków wydających certyfikaty przyzwoitości.

Ileż trzeba mieć w sobie zakłamania, złej woli i naiwności, żeby a priori uznać, iż w kołchozie Michnika pracują jacyś nieposzlakowańcy? Czy społeczeństwo obywatelskie jest naprawdę tak mało spostrzegawcze, że jego uwadze uszedł fakt, iż “Gazeta Wyborcza” przez lata budowała swój własny, niewybieralny i nieodwołalny ośrodek władzy i gdyby nie falstart z Rywinem sprzed lat zapewne by swego dopięła? Czy w ośrodkach, w których kwitną takie zamiary jest miejsce na jakąś wysoką etykę?

W redakcji, która od początku swego istnienia promowała klerykalizację kraju i opowiadała się za totalnym neoliberalnym spustoszeniem ktoś z Państwa uprzejmie życzy sobie natknąć się na grupę poczciwych ludzi? Albo może w “KP”, młodzieżowym dodatku do “GW”?

Nie ma, nie było i nie będzie tam nikogo takiego, poza nielicznymi wyjątkami jak Artur Domosławski. Tam znajdziecie co najwyżej najgorszą odmianę ludzi fajnych. Ci zaś są najgorsi. Brylujący na imprezkach, czerpiący autorytet z pieprzenia oklepanych dykteryjek na życzliwym chlebie dziadka Adama, wzruszający się wolnością, demokracją i patriotyzmem (prawdziwym, bez PiS-owskich wypaczeń), lubiących narkotyki, ubranych zgodnie z normą warszawskich alternatywnych, ale jakże trendy, lokali, traktujących się jak punkt odniesienia do wszechświata, elokwentnych, poliamorycznych, nowoczesnych, refleksyjnych narkomanów, neurotycznych świrów i gwałcicieli, którym wszystko powinno być wolno.

Mnie osobiście nic-a-nic nie dziwi informacja o skłonnościach męskich stad spod wzmiankowanych abrawiatur do zachowań ze zbioru wspólnego H. Weinsteina i samca alfa “z dzielni”, bo moralność tej gawiedzi jest jakościowo biorąc dokładnie taka sama jak ekipy podpitych osiedlowych oprychów, tyle że bogatych pieniądzem i prestiżem. Ci pierwsi mogą jednak częściej i o wiele bardziej bezkarnie dawać upust swoim chorym popędom, bo mają władzę, no i są fajni – europejscy, obywatelscy i pierwszorzędnie demokratyczni. Osobiście nie byłbym zaskoczony nawet gdyby się okazało, że czołowi publicyści obu tych platform przywiązują kobiety do kaloryferów i przypalają niedopałkami papierosów. mam bowiem silne podejrzenie, że w mediach głównych ścieków, na wyższych stanowiskach, pracują wyłącznie ludzie głęboko niemoralni i etycznie skorumpowani. Nawiasem mówiąc dają oni temu bardzo często wyraz demonstrując pogardę wobec biednych, wobec niepełnosprawnych, czy wobec małych dzieci oraz ich rodziców. Wtedy to jednak nikogo nie wzrusza, ale też czego można spodziewać się w kraju, w którym kanciarz-alimenciarz Kijowski dostaje od swoich fanów kilkanaście tysięcy złotych na pożegnanie i dalsze dobre życie, pomimo, iż wszystko spieprzył? Oczywiście, hipster-prawica nie jest według mnie w niczym lepsza.

Nader ciekawe było też oświadczenie “Gazety Wyborczej”, która, ma się rozumieć, bardzo się zbulwersowała opisami ekscesów Wybieralskiego i powiadomiła swoich PT Czytelników, iż wszcznie “postępowanie wyjaśniające”. To ciekawe, bo widać, że pomimo, iż strącono ją już z piedestału, ta nie może się pozbierać i dalej michnikoidom wydaje się, że “państwo to ja”. Przypominam uprzejmie, że od do prowadzenia takich spraw przewidziane są policja i prokuratura, a nie jakaś agonalna redakcja.

Fakt, iż ktoś dostał w ryj za czytanie gasnącego dziennika dla strasznych mieszczan także jest bardzo symbolicznym wyrazem wszechogarniającego nieporozumienia kipiącego frustracją i agresją. Te jednak nie przeminą tak długo jak jakaś aktywna mniejszość nie zechce w końcu zeskoczyć z huśtawki emocji i nastrojów. Jeżeli całe społeczeństwo podda się i zechce kolektywnie zachorować na dwubiegunówkę wszyscy utoniemy wrzeszcząc do siebie “precz z komuną”, niezależnie od tego ile trupów z szafy wyciągniętych zostanie z tej czy innej redakcji.

Leave a Reply