Ludzie listy piszą, a wokół wciąż marność i hype

To miłe, że w naszym lewicowym polskim pierdzidołku udało się znów wywołać pewien ferment. Dziw doprawdy bierze jak mocno jednym zawiniła, a innym przyszła w sukurs twórczość epistolograficzna towarzyszek i towarzyszy z “Praktyki Teoretycznej”.

Nie zabierałbym znów głosu na temat wiadomego listu, ale po ostatnich enuncjacjach, które wdarły się na portal Strajk.eu, czuję się wywołany do tablicy. Uspokajam jednak, iż nie zamierzam pastwić się nad “krytyką” przedstawioną przez Piotra Szumlewicza. Temat podjęty przez autorów, tzn. miejsce lewicy w Polsce w warunkach neotradycjonalistycznej, prawicowej nawały z pewnością wart jest niejednej polemiki; jakakolwiek dyskusja wymaga zachowania minimum kultury i dobrej woli.

O obu tych elementach tow. Szumlewicz był uprzejmy zapomnieć co zaowocowało niesmacznym paszkwilem pełnym obraźliwych supozycji i ewidentnie zamierzonych kłamstw. Jako osoba wychowana i przygotowywana do dorosłego życia poza Polską nie mam skłonności do obrażalstwa, toteż nie czuję się tymi bzdurami dotknięty, choć przyznać muszę, że bezczelność i impertynencja bijąca z inkryminowanego tekstu podniosła mi ciśnienie. Pomimo tego, nie podejmę rękawicy, bo tow. Szumlewicz wymoczył ją w kloace – zarzuca mi m. in. popieranie obecnej władzy i wspieranie jej dyskursu. I byłbym to jeszcze zniósł, gdyby nie fakt, iż Szanowny Polemista dobrze wie, że mam zupełnie inne inklinacje i że nigdy nie popierałem Prawa i Sprawiedliwości. Już samo to świadczy o tym, że tekst został napisany albo w przypływie frustracji, albo zwyczajnie w złej wierze. To mniej-więcej tak jakby chcieć podjąć polemikę z autorami wiodącej “analizy” w najnowszym numerze pisma “Najwyższy Czas”, w którym pojawia się – zupełnie na serio – twierdzenie jakoby projekt przemysłu opartego na odnawialnych źródłach energii miał “nazistowskie korzenie”. Jeśli ktoś lubi zapasy w zepsutym kisielu – proszę bardzo.

Nie zamierzam również dekonstruować dość specyficznej krytyki krytyki, którą przyrządził Łukasz Moll z partii Razem. Powodów dla których zdecydował się zareagować na chuligański przytyk Szumlewicza mogę się tylko domyślać, jednak niezmiernie żałuję, że tak słabo sobie w tej bijatyce poradził. Cały tekst jest opowieścią o sponiewieranym, acz wspaniałym we wszystkich wymiarach swej niedostrzeżonej i tym samym niedocenionej podmiotowości “ludzie”. O “ludzie”, który czeka, aż ktoś szczekający podobnie jak jego główny nurt poprowadzi go za rękę gdzieś indziej niż prawicowi populiści, bo “lud” nigdy nie wysłucha asertywnie krytyki pańskiej ręki rzucającej ochłap boczku i wiedziony jest tylko prymitywnymi atawizmami ekonomicznymi. Nie wiem czy tow. Moll naczytał się “Nowego Obywatela”, czy może puszczał sobie do snu teksty kazania Józefa Glempa, tymczasem co ma piernik do wiatraka? Tow. Szumlewicz nakłamał zapisując nas do obozu władzy i ewidentnie zmanipulował przesłanie listu oraz intencje sygnatariuszy i tyle. “Lud” pracujący miast i wsi ma się do tego nijak, a póki co ma i nas, i naszych krytyków w dupie.

tabletkibiologiczneDlatego zamiast bić pianę skupmy się lepiej na tym co należy zrobić, aby rzeczoną okoliczność zmienić. Rację ma Piotr Kuligowski z “Praktyki Teoretycznej”, iż najważniejszą bodaj zaletą tego listu, jest efekt odsiewu. Już sama zbiórka podpisów rychło wyłoniła ekipę cymbałów, których argumenty przeciw podpisaniu tego mikro-manifestu wstyd doprawdy cytować. Potem objawili się wahliwcy, sceptycy i fanatycy “demokracji” oraz tacy jak tow. Szumlewicz, którzy poczuli się w obowiązku zawodowego obywatela wysłać nas na drzewo i odciąć się od wszelkich mogących wyniknąć z tego inicjatyw. I bardzo dobrze. Nich idą w jasną cholerę, robić te swoje łańcuchy światła i bębnić nogami w barierki policyjne przez Sejmem. Uprzejmością, na którą niezbyt jednak liczę, będzie z ich strony jeżeli zechcą nie przeszkadzać. Pytanie – w czym.

Sezon urlopowy się kończy, jesień to zazwyczaj czas największej społecznej aktywności w Polsce w każdym niemal wymiarze. Inicjatorzy rzeczonego odsiewu stają wobec oczywistego pytania “co dalej?”. Konkluzywna rozmowa na ten temat wydaje się sprawą najpilniejszą, podobnie jak podjęcie jakichś decyzji i wynikających z nich uporządkowanych działań. Jeżeli żaden realny krok nie zostanie uczyniony będzie to nie tylko kompromitacja autorów i sygnatariuszy, ale też nie kamyczek, lecz skała do ogródka histeryków ze łzami w oczach i flagą UE w ręku.

W tym kontekście proponowałem już nieraz i postulat ten powtarzam – nieśmy swój kaganek tam gdzie chcą nas słuchać. Zacznijmy od związków zawodowych, bo adresatem naszych postulatów jest zasadniczo klasa pracownicza. Potem, jeżeli okaże się, że dość jest sił, ludzi i środków – można zakres działalności rozszerzać. Póki co, każdy może dziś zorganizować publiczną dyskusję i zaprosić na nią dowolne osoby. Robią to od lat rozmaici prawicowi guru, nie ma powodu, abyśmy nie mieli z nimi konkurować. Spotykajmy się też we własnym gronie i prowadźmy wszelki dialog, nie unikając najbardziej krytycznego (tylko nie przenośmy go do internetu, gdzie rządzą demony polaczkowatości). Zacznijmy to robić jeszcze we wrześniu i postarajmy się wypracować jakąś systematykę zanim cały potencjał zdyskontuje lewica najconalistyczna, ta krypto-PiS-owska, która dobije sobie punktów i da tej KOD-einistycznej materiał do uzasadnionego stękania przez następne miesiące.

Poza tym niezbędne jest sformułowanie dodatkowego manifestu sensu stricto – w którym wyłożymy najważniejsze cele i założenia naszego aktywizmu. Bez oglądania się na rząd czy opozycję i ich chore narracje, bez zbędnych sentymentów, asertywnie i kulturalnie, z otwartą przyłbicą, bez kamuflażu i chowania radykalnych żądań do gaci. Nie mamy niczego do stracenia. Póki wszyscy są zajęci hypem przeciw “faszystowskiej dyktaturze” lub trwają pogrążeni w postmodernistycznej zadumie o zapachu marihuany – działajmy. Cokolwiek zrobimy jak trzeba, bez typowego dla polskiej lewicy lamerstwa i bałaganu, zaprocentuje.

 

Tekst w mniej emocjonalnej formie ukazał się na portalu Strajk.eu w rubryce moich cotygodniowych felietonów “Uwagi na marginesie”

Leave a Reply